środa, 7 maja 2014

Oszukać samą siebie? Proszę bardzo



No więc na 2ch postach pisałam o tym zaliczeniu sprawdzianu z matmy, który miał być dzisiaj. Oczywiście jak się obudziłam stwierdziłam, że pierdolę i nigdzie nie idę i poszłam spać dalej. Stwierdziłam, że trudno, że przyjdę w poniedziałek, że bedzie lepiej, dobrzej i w ogóle i, że może się pouczę. Wymyśliłam też, że w razie, jakby rodzice pytali czemu nie poszłam na to koszmarne zaliczenie, to powiem, że dzisiaj nie było Pani. K. nauczycielki matematyki. Plan świetny, wszystko cacy. Gdyby nie fakt, że to moje "jutro" okazało się środą, a zaliczeniem mam w czwartek, czyli dzisiaj (biorąc pod uwagę, że jest godzina 1.20). Nie mniej postanowiłam, że skoro plan był tak iście genialny to nie należy go porzucać. Jutro Dzisiaj zostaję w domu, ot co! Będę sprzątać mój zabałaganiony pokój, myć podłogi, odkurzać i w ogóle wszystko, a to dla tego, że mama to sobie wymyśliła na piątek. A fuj! W piątek mam plany, jeśli myśli, że ja takimi pierdołami jak sprzątanie będę się zajmowała w piątek, to się gruuubo myli. A teraz standardowo pod koniec notki odejdę od tematu, bo mogę. Ugryzł mnie pies, wielki, silny, ogromny, drapieżny, krwiożerczy york miniaturka o imieniu Furia... Stało się to gdy stanęłam w obronie mojego starego jak świat jamnika Gryzi. Tak się składa, że bardzo jej nie lubię. Nie lubię jamników generalnie i z natury, jednak w tym przypadku musiałam ją obronić, bo bądź co bądź psinka jest stara i schorowana, a zaatakowała ją mała bestyja. Furia rzuciła się na Gryźkę, z zupełnie nieznanych mi przyczyn, chociaż podejrzewam 2.
1. stwierdziła, że Gryzia nie będzie piła wody i, że ona teraz będzie pić wodę  (często je/pije tylko po to by Gryźka nie mogła)
2. poczuła zapach obiadu, który akurat w rękach trzymała moja babcia i pomyślała, że jeszcze przez przypadek Gryźka coś dostanie
Z jakiego by powodu to nie było, jamnik został zaatakowany przez 16 lat młodszą od siebie bestię. Ja jako człowiek chciałam je uspokoić, albo chociaż wspomóc starowinkę, która już ledwo chodzi. Gdy Furia rzuciła się na jamnicze uszy, włożyłam jej rękę w pyszczek, żeby nie mogła zacisnąć swoich zębowych igiełek, na Gryzim uchu. Nie wzięłam tylko pod uwagę jednej rzeczy (i to chyba dobrze, bo Gryźka mogłaby ucho stracić), a mianowicie, że zęby tego potwora mogą być takie ostre. Wpięła się w skóre na moim palcu wskazującym prawej ręki jak w szynkę. Bolało, owszem, ale przynajmniej uratowałam tego śmierdziela, znaczy, jamnika w sensie. Jak to mówią, "pamiętaj, że każdy twój dobry uczynek zostanie podwójnie ukarany". Bolało... ale to NIC w porównaniu jak boli teraz. Ranę przemyłam żubrówką, bo chyba kogoś pogięło, że ja będę spirytusu szukać ja mi sie z palca krew leje, jednak nie wiem czy to przemycie było wystarczające. Palec mnie po kilku godzinach bardzo boli, cały czas pulsuje, zmienił kolor na malinowy i dodatkowo spuchł. Prawie pisać nie mogę! (Co oczywiście widać, po długości tego wpisu hehe)
Uh, idę spać, mam nadzieję, że do wesela, a jeszcze lepiej do rana, się zagoi. Dobranoc wszystkim nocnym markom i dzieńdobry wszystkim, którzy już wstali. Narazie

P.S. piszcie komentarze, bo strasznie tu coś pusto na tym blogu

1 komentarz:

  1. Widzę że lubisz zwierzęta a miałaś może kiedyś kurzofredke?

    OdpowiedzUsuń