Z życia kociej kapłanki
piątek, 10 czerwca 2016
Powrót do bloga
Cóż, kazdy kto poświęcił to 10 sekund na przeczytanie tytułu zapewne domyśla się, treści tego wpisu. Długi nie będzie, przynajmniej mam nadzieję.
Zacznijmy od tego jak to się stało, że wpadłam na tak genialny pomysł jak nowy wpis...
Na facebooku we wspomnieniach wyskoczyło mi dzisiaj, że w zeszłym roku zamieściłam post na fb, w którym był odnośnik to mojego bloga, przeczytałam notkę, którą udostępniłam i o dziwo! Podobała mi się. Gdy oglądam swoje stare filmiki na yt to zazwyczaj jestem załamana, nie tylko samym poziomem, co również formą, czyli szumy, słaba jakość ble ble ble ble ble... sporo tego możnaby wymieniać. Samą treścią sie nie przejmowałam, bo kanał na yt założyłam forfan...
Jednak gdy czytałam notkę z zeszłego roku z bloga, to żadne z negatywnych uczuć, które pojawiają się gdy oglądam swoje filmiki, nie było. Stąd również pomysł, że może skoro nie było to aż takie złe, jest szansa na to by to kontynuować!
Próba została podjęta, teraz tylko pamiętać by dalej pisać!!!
Może jutro napiszę co u mnie ostatnio słychać, zachęcam do sprawdzania starych i nowych wpisów
Buziaki :)
//Edit: zapomniałam jakiś czas temu kliknąć na tej notce udostepnij xd
Owocki?
Eloszka ludu, dawno nie było notki, więc pomyślałam, że opowiem Wam trochę o diecie na którą przeszłam.
Zacznijmy może od tego, że jestem cholernie spłukana i czekam na wpłatę, da się żyć, jeszcze nie umieram... Jeszcze xd
Generalnie z racji braku hajsu i ostatniego pojawienia się z 2-3kg w moim ciele postanowiłam przejść do wpłaty na frutarianizm.
Raz, że owoce są zdrowe, nie tuczące, to jeszcze do tego bardzo tanie w sezonie, a mamy czerwiec, więc sezon trwa.
Jeden na tej diecie już 5ty dzień, nie mam w domu wagi, więc nie wiem czy schudłam już cokolwiek, ale czuję, że chyba tak. Czuję się trochę lżejsza. Mieszkam koło wiatraka w Warszawie, więc mam bazarek pod samym noskiem, a trafić można na prawdziwe okazję. Ostatnio zafundowałam sobie melona za 2 ziko i mimo moich obaw, okazał się być przepyszny, słodziutki i soczysty. Poza tym w jednym ze straganików można kupić arbuza 5zł sztuka, także mam jedzenia na 3 dni.
Jeśli chodzi o moje samopoczucie na tej diecie, to chyba największy jej minus. Często jest mi niedobrze, bo brzuszek zjadłby trochę tłuszczyku, czuję też, że jestem głodna mimo, że dopiero co jadłam, przez to więcej pale. Każdy palacz wie, że pusty brzuszek można zneutralizować papieroskiem. Dodatkowo jeśli chodzi o minusy, to boli mnie często głowa, jestem senniejsza i bardzo zmęczona, ale trzymam się. Minęło 5 dni jeszcze 7 zostało mi do wypłaty. Czy wytrzymam? Przynajmniej powinnam.
Polecam spróbować czegoś takiego, same owoce np przez tydzień. Nie sądzę aby organizm kogokolwiek płakał z tytułu takiego postu
Bayu!
Zacznijmy może od tego, że jestem cholernie spłukana i czekam na wpłatę, da się żyć, jeszcze nie umieram... Jeszcze xd
Generalnie z racji braku hajsu i ostatniego pojawienia się z 2-3kg w moim ciele postanowiłam przejść do wpłaty na frutarianizm.
Raz, że owoce są zdrowe, nie tuczące, to jeszcze do tego bardzo tanie w sezonie, a mamy czerwiec, więc sezon trwa.
Jeden na tej diecie już 5ty dzień, nie mam w domu wagi, więc nie wiem czy schudłam już cokolwiek, ale czuję, że chyba tak. Czuję się trochę lżejsza. Mieszkam koło wiatraka w Warszawie, więc mam bazarek pod samym noskiem, a trafić można na prawdziwe okazję. Ostatnio zafundowałam sobie melona za 2 ziko i mimo moich obaw, okazał się być przepyszny, słodziutki i soczysty. Poza tym w jednym ze straganików można kupić arbuza 5zł sztuka, także mam jedzenia na 3 dni.
Jeśli chodzi o moje samopoczucie na tej diecie, to chyba największy jej minus. Często jest mi niedobrze, bo brzuszek zjadłby trochę tłuszczyku, czuję też, że jestem głodna mimo, że dopiero co jadłam, przez to więcej pale. Każdy palacz wie, że pusty brzuszek można zneutralizować papieroskiem. Dodatkowo jeśli chodzi o minusy, to boli mnie często głowa, jestem senniejsza i bardzo zmęczona, ale trzymam się. Minęło 5 dni jeszcze 7 zostało mi do wypłaty. Czy wytrzymam? Przynajmniej powinnam.
Polecam spróbować czegoś takiego, same owoce np przez tydzień. Nie sądzę aby organizm kogokolwiek płakał z tytułu takiego postu
Bayu!
niedziela, 11 października 2015
Nic Ci nie powiem, choć jesteś słodka. Skrzywdzisz każdego, kogo spotkasz
Dawno nie było wpisu prawda? Przerwa zaczęłam się razem z przerwą na yt, odsyłam do obejrzenia mojego vloga o tym czemu mnie nie było, bo nie mam ochoty opowiadać jeszcze raz o tym samym.
Czemu nie wróciłam od razu z blogiem? Tak wyszło. Szczególnie, że przypomnę pierwszy wpis: wpisy nie będą systematyczne i nigdy takie być nie miały. Ten blog na dobrą sprawę istnieje głównie dla osób, które chcą wiedzieć na mój temat coś więcej.
Po tak długim czasie nie obecności piszę wpis i od razu będzie smutny... Czemu? Bo chyba smutek jest moją weną. Nie wiem. Wiem, że krzywdzę ludzi. Każdego na swojej drodze. Mam zimne serduszko, które nie potrafi dać miłości nikomu poza rodziną. Obiecywałam przyjaciołom w jednej szkole, że nie zniknę i zniknęłam, obiecywałam w następnej, że nie zniknę i oczywiście też zniknęłam, chłopakowi obiecywałam, że nie zniknę i domyślacie się pewnie, że również zniknęłam.
Mam wyrzuty sumienia, ale nie umiem inaczej. Btw osoby, które przybyły tu z mojego kanału na yt, mogą być zaskoczone moim negatywnym podejściem do życia, szczególnie, że znają mnie jako neko miko, tą wiecznie wesołą trochę jebniętą dziewczynę z kolorowymi włosami z yt. Skąd się bierze ta różnica? Na filmikach jestem ja oficjalna, ja publiczna, ja... bo to jestem ja, ale inna, mnie są dwie, tylko jedna z nas jest bardziej szczera i ta ja, prowadzi tego bloga.
Nie chcę się rozpisywać, powiem tylko, że zastanawiam się nad głupimi rzeczami, Chyba przestanę jeść... nienawidzę być grubą mną. z nadwagi biorą sie w większości moje problem. . Kleją mi się oczy więc idę spać
Smutny gif, żeby zaakcentować, że gify również wracają na bloga, Do następnego wpisu kochani!
niedziela, 8 czerwca 2014
Najdziwniejszy sen mojego życia
Witam moich kochanych czytelników w nowym wpisie. Słowem wstępu chciałabym przeprosić za tak żadko pojawiające się wpisy (nie wspominając już o braku filmików na youtubie). Jest to spowodowane tym, że cały czas się uczę, bo jestem leniem patentowanym, który opierdzielał się caluteńki rok i chce poprawić wszystko na ostatnią chwilę. Mam 4 zagrozenia, pozdrawiam.
Strasznie się stresuję wizją niezdania przez co gorzej śpię... i więcej. Efektem tego są dziwne sny, które mi się śnią. Ja generalnie raczej nie miewam snów, natomiast jak już mam to są naprawdę pojebane!
Dzisiaj śnił mi się sen, który przebija poprzednie dziwne sny na glowe. Poprzedni zwycięzcy to sen, o tym jak zostałam czarownicą i uratowałam dzieci od Baby-Jagi, z kredkowego domu (cały sen był zachowany w klimacie starych amerykańskich horrorów), a 2gi z moich najdziwniejszych snów to sen o epidemii zielonej choroby, której źrodło znajdowało się w torebce z tesco napełnionej mocą, dryfującej w jakimś wybitnie zaśmieconym porcie, wśród niesamowitej ilości glonów. Zielona choroba polegała na tym, że ludzie zamieniali się w zielonych ludzi i zaczynali zachowywać się jak zombie. Całość zachowywała klimat gry dead island, czy jakiej kolwiek innej o zombie. Ciekawym akcentem snu o zielonych ludziach była starsza Pani, będąca po 2giej stronie rzeki, pilnowana przez wielką anakonde... pamiętam, że to ona kazała mi szukać torebki mocy, a potem powiedziała w języku węży, anakondzie, by ją zjadła, ponieważ ten kto zostanie zarażony zieloną chorobą nie pójdzie do nieba i wolała zostać zjedzona. Ale dość o tych, wcale nie dziwnych snach w porównaniu do mojego dzisiejszego snu o piratach!
No więc sen o piratach zaczynał się w sali odkryć w szkole magii. było tam kilka tarcz informacyjnych na temat zawartych w gablotkach rekwizytów. Jak to w śnie, nie pamiętam wszystkich tarcz, jednak pierwsza wiem, że zawierała informacje o eliksirze, który podnosił różne statystyki, niczym z gier rpg. Na następnej tarczy były informacje o jakimś zaklęciu, a na 6stej, zakurzonej i zapomnianej tarczy... było smocze słowa z drogi głosu.... tak bardzo skyrim, ale nie wazne. Słowa oznaczały statek i ryż... Nie pytajcie mnie czemu, to mój mózg to wymyślił, mnie wtedy nie było! W każdym razie astanawiałam się jakie te słowa mogą mieć zastosowanie i nagle znalazłam się na statku pirackim, który walczył z innymi piratami o terytorium. Krzyknęłam w smoczym języku "statek", 'ryż' i statek naszych rywali się rozwalił. Ale jako głupia ja, krzyknęłam też w stronę swojego statka.... Na szczeście, gdy krzyknęło się te słowa w strone zniszczonego statka, to zaczynal się składać, ale nie wiem czemu tak czy siak wróciliśmy wpław. W trakcie naszego płynięcia, jeden z moich przyjaciół piratów nagle wyciągnął jajka jakichś stworzeń. Były zupełnie przeźroczyste, a w środku w przeźroczystym płynie rosły sobie małe embriony... Były to chyba jakieś smoki morskie, ten mój przyjaciel wrzucił je do wody i wszystkie rybki od nich odpływały. Powiedział, że musiał nas jakoś ubezpieczyć, bo nas gonią. Rzecz jasna mimo, że nie zobaczyłam co właściwie nas goni to jak to w snach świetnie zdawałam sobie z tego sprawe, a goniły nas zmutowane syreny. Syreny te były tak jakby połączeniem człowieka z rekinem i grecką meduzą. Też miały fryzure z węży, a buźke tak nafaszerowaną zębami, że rekin to mógł im chyba pozazdrościć. Tak czy siak płyneliśmy do brzegu, wtedy okazało się, że wszyscy jesteśmy zupelnie nadzy, a co dziwniejsze, że jestem facetem.... Mój przyjaciel, ten którzy wrzucał jajka smoków do wody poprosił mnie bym zlokalizowła dla niego jakiekolwiek rękawiczki i skarpetki, bo nie może pokazać ich ludziom. Poszłam więc do karczmy porozmawiać z kobietą z brodą. Byłam nago i przechodząc przez uliczki trzymałam ręce na swoim kroczu by nikt nie zobaczył mojego penisa (WTF?!) jednak gdy doszłam do karczmy byłam w niebieskiej sukience w drobne kwiatuszki, jakiś koleś puścił do mnie oko w karczmie więc pokazałam mu najpierw fucka, a potem zadarłam sukienke do góry tak by zobaczył mojego siusiaka. Poszłam do karczmiarki, jednak nie miała mi nic do zaproponowania. Wtedy przypomniało mi się, że chodząc po czyichś domach mogę znaleźć różne rzeczy w ich szafach... przypomniało mi się to w bardzo skyrimowym stylu. Poszłam szukać rękawiczek i skarpetek dla mojgo przyjaciela, trafiłam na jakiś bazar, było tam dużo peruk, ja rozglądałam się za peruką przypominającą włosy sony, bo chciałabym zrobić jej cosplay (to akurat naprawdę, jednak nie stać mnie na peruke), jednak wszystkie w miare pasujące włosy były albo w beznadziejnej jakości, albo złej długości. Zainteresowała mnie natomiast peruka z kocimi uszkami tak jakby zrobionymi z włosów, przymierzyłam taką w kolorze różowym, wygląło to fajnie, bo w śnie miałam białe długie włosy, a peruka nie zasłaniała ich tylko jakby tworzyła na nich pasemka, dodatkowo te uszka wygądały słodko... Później stało się coś okropnego...
obudziłam się i tym przebudzeniem zakończę wpis, niestety ani Wy ani ja nie dowiemy się raczej nigdy jak skończyła się walka ze zmutowanymi syrenkami czy poszukiwanie rękawiczek. Nie dowiemy się również czy wróciłam potem do szkoły magii.
Narazie, trzymajcie kciuki, że zalicze w poniedziałek matme
wtorek, 3 czerwca 2014
Głupie smutki
Są czasem dni, które mogłyby nieistnieć. Nie chodzi o jakieś konkretne zdarzenie czy sytuacje, a chodzi mi o po prostu san fakt ich istnienia. Takie dni powodują, że człowiek wraca ze szkoły, kladzie się do łóżka, chce posłuchać muzyki, ucząc się historii i trafia na piosenke. Piosenkę, którą słyszał setki razy, ale tego konkretnego dnia akurat musiała go ruszyć. Zaczyna się delikatnie od pochmurnego humoruk, by przejść w coraz to smutniejsze stany, w stany coraz mocniejszej autodestrukcji. Ja taki dzien mam dzisiaj. Wróciłam do domu, niby tylko troche wkurzona, ale zazwyczaj wracam do domu z takim wlaśnie humorem. Zjadłam obiad. Posiedziałam chwile z babcią i mamą. Weszłam do pokoju przygotowana na naukę. Sięgnęłam po telefon, puściłam moją ulubioną play liste "odtwarzaj losowo wszystkie" i trafiłam na piosenkę Edith Backlund - Skinny.
niedziela, 25 maja 2014
Tera czas na Tere!
Od kilku dni gram w Terę, muszę przyznać, że gra zdecydowanie mnie zauroczyła. Do tej pory niestety mam zdecydowane problemy z uzyciem skilli bo strasznie mi się mieszają i ciągle je przekładam, ale myślę, że to kwestia czasu, aż nie będę miała dostępnych wszystkich skilli i aż ich sobie konkretnie nie poukładam. Na chwilę obecną mogłabym się pochwalić wysokim osiągnięciem 35 poziomu łuczniczką rasy Elin, to zdecydowanie moja ulubiona rasa w tej grze. Tych, którzy znaja moje zamiłowanie do elfów mogło by zastanowić, czemu gram Elinką w momencie kiedy z dostępnych ras mogłabym wybrać własnie elfa. Odpowiedź jest zawarta chociażby w historii tej rasy:
"Niegdyś całe życie elfów poświęcone bogom i naturze. „Dzieci Karas” utrzymywały swoje leśne przytułki w pokoju, lecz wszystko się zmieniło, gdy konflikt nieśmiertelnych zniszczył ich cywilizację i podzielił silną i dumną rasę na dwa odłamy.
Dziś pozostały na świecie tylko wysokie elfy. Gdy trwająca trzy tysiąclecia wojna dobiegała końca, wycofali się po druzgocącej porażce z siłami sprzymierzonych ras.Wiek odosobnienia zakończył się gdy wrota Allemantheii zostały otwarte uciekających przed inwazją Argonów.
Pomimo wykupienia miejsca w Federacji Valkyon przez krew wojowników, wielu nie ufa ich „nowej drodze”, wierząc, że elfy nigdy nie zrezygnowali ze swoich planów podbojów.''
Cytat ze strony: http://tera-online.info/
Elfy w terze zatraciły wg. mnie swoją elfią naturę tracąc tym samym w moich oczach. Wyglądają one raczej jak piękni ludzie niż leśne istoty. Ponad to nadają się raczej (chociażby z wyglądu) na magów i kapłanów, zdecydowanie zaś nie łuczników. A tak się składa, że w każdej grze zawsze gram łucznikami.
Tak więc gram Elinką. Rasa urocza. Elinki to małe dziewczynki z uszkami i ogonkiem często uważane za rase dla pedofili, ale ja tego zdania nie odzielam. Przecież nie jestem podofilem :D
nooo... moze troche :)
A już poza stricte opisem gry. Należę do bardzo sympatycznej gildii, która mi pomaga i tłumaczy wszystko z czym mam problemy mam nadzieje na powtórke z mojego pierwszego mmo rpg czyli 4story. Mam nadzieje, ze w koncu wciągnę się w jakąś grę tera ma na to duze szanse, ze względu na ludzi, grafike, smpatyczne expienie i generalnie całokształt.
Trzymajcie kciuki, a ja naklaniam do zagrania w tą grę
czwartek, 22 maja 2014
Uratowałam życie kotkowi
Dziś wydarzyło się coś z jednej strony miłego, a z 2giej bardzo smutnego. Po powrocie do domu zjadłam sobie obiadek (karkóweczka zrobiona przez moją babcie z ziemniaczkami) po czym poszłam na Grodziski deptak aby kupić 3 kulki ze styropianu potrzebne mi do szkoły do przedstawienia. Po drodze zobaczyłam ślicznego kotka, wyglądał na około 5/6 msc, był jasno bury w paseczki, zdziwiło mnie, że nie uciekał, i oczywiscie zaczęłam go głaskać. Głaszczę prawie wszystkie koty na swojej drodze. Mam farta, że jeszcze się od kotów niczym nie zaraziłam. W każdym razie, bawiłam się z tym kotkiem i chciałam go podnieść, wtedy okazało się, że z kotkiem coś jest nie tak, bo dał się głaskać, a nie dał się podnieść. Domyśliłam się, że musi mu coś byc, przyjrzałam mu się dokładniej i okazało sie, że ma chorą łapke, a mianowicie na "łokciu" miał zaropiałą ranę o średnicy mniej więcej 4/5 cm. Moze nie wydawać się to dużo, ale weźcie pod uwagę, ze był to malutki jeszcze kotek. Stwierdziłam, że nie zostawię tego kotka tak samego, bo może dostać gorączki od rany i jeszcze zdechnąć. Poszłam do budynku, przed którego furtką leżał kociak. Nikogo nie było, więc zadzwoniłam do mamy. Mama zadzwoniła na policje, a stamtąd przekierowali ją na straż miejską. Tam też powiedzieli jej, że zadzwonią do straży dla zwierząt. Uspokojona poszłam na zakupy. Kupiłam sobie lody na pocieszenie. Odwiedziłam Panie w sklepie zoologicznym, którym obiecałam pokazać kolor włosów jaki mi wyszedł, ponieważ u nich kupowałam moją magiczną farbe do włosów (czyli barwnik do wody w akwariach, by była bardziej niebieska). Wracałam sobie myśląc o kotku. Gdy zobaczyłam, że kotek dalej leży i wyciąga głowę do każdego przechodnia ewidentnie błagając wzrokiem o pomoc, wpadłam w wielką złość, zastanawiałam się co zrobić dalej. Zostać z nim, sprawdzić numer do straży dla zwierząt w internecie, czy zabrać go do domu i zawieść do weterynarza, czy co zrobić...
W końcu postanowiłam wrócić do domu, bo to nie było daleko, i ustalic plan działania z mamą. Gdy wróciłam i powiedziałam mamie, że nikt nie przyjechał mama sprawdziła numer i zadzwoniła. Na szczęście okazało się, że po prostu przyjechali później niż ja wracałam i, że jak już byłam w domu to oni akurat przyjechali, a ja już niesłusznie posądzałam straż miejską o to, że nas i kotka zlali i nigdzie nie zadzwonili. Muszę przyznać, że ludzie ze straży dla zwierząt zachowali się bardzo ładnie, poniewaz kiedy już zawieźli kotka do kliniki to zadzwonili do mojej mamy i opowiedzieli co kotku było, co zrobili już i co planują. Okazało się, że kotek miał ropniaka i że go usuną i kotek powinien w 100% wrócić do zdrowia. Dodatkowo go wysterylizują i wypuszczą w miejscu, w którym go znalazłam.
Muszę przyznać, że miałam nadzieje, że mama pozwoli mi go zatrzymać, ale cóż... marzenia ściętej głowy. Tak czy owak, gdy dowiedziałam się, że kotkowi już nic nie jest, odetchnęłam z ulgą. Rzecz jasna, z moją naturą musiałam się poryczeć ze wzruszenia. Cieszę się, że nic mu juz nie będzie. Też pomogliście kiedyś jakiemuś zwierzakowi?
Dobranoc :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






