niedziela, 11 maja 2014
Dieta
Muszę przyznać, że odchudzanie ma wiele, bardzo wiele aspektów, zarówno negatywnych jak i pozytywnych. Najprzyjemniejsze jest gdy podchodzisz do wagi i widzisz, że zniknęło kolejne pół kilograma, uczucie jak z bajki. Jednak znacznie gorzej jest gdy jednego dnia koleżanka ma 18 i się człowiek nawpierdala zielonego spaghetti (makaron+szpinak). Nic nie mogłam poradzić, wyglądało tak apetycznie, a smakowało jeszcze o niebo lepiej . A następnego dnia jeszcze rodzinka zorganizuje sobie grilla. Szczerze? Jest mi smutno, czuję się winna o uczucie pełności w moim brzuchu, czuję, że zrobiłam coś złego i czuję najzwyklejszy smutek z myślą, że moje głupie zachowanie oddali mnie od wizji drobnej figury. Bałam się popatrzeć przez to na wagę. Nadal się boję. Tylko 2 dni większego jedzenia i to też nie duzo, a czuję się jak jakiś FatMonster... koszmar, chce mi się płakać tylko dlatego, że zjadłam więcej niż chciałam i co gorsza więcej niż potrzebowałam. Bo to charakterystyczne uczucie pełności jest w pewien sposób jednoznaczne, kojarzące się z przepełnieniem, napchaniem i grubymi ludźmi...
Jutro nie powinnam nic jeść, chociażby za karę.
Pozdrawiam wszystkich, którzy nie mają takich problemów i z całego serca zazdroszczę.
Btw. Gryźka, jamnik, o którym pisałam 2 wpisy temu, zdechł wczoraj rano, nie przejęłam się specjalnie, bo śmierć kogoś za kim się średnio przepada jest jak śmierć zupełnie obcej osoby, nie czuje się nic poza samą śmiercią. Nie mniej szkoda mi było mojej rodzinki, bo wiem, że na 100% mama, babcia i siostra bardzo Gryźkę kochały i współczucię kieruję bardziej w ich kierunku niż w kierunku martwego psa, który i tak był stary, chory i zmęczony. Kończąc tą dygresję, dodam tylko, że zdecydowanie miała ona bardzo szczęśliwe życie i że czuła, że jest członkiem rodziny.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz