Powrót do szkoły zdecydowanie nie jest moją mocną stroną, powoduje ona u mnie zdecydowanie depersyjne uczucia... Dziś definitywnie stwierdziłam, że na szkołe mam alergię. Ostatni miesiąc byłam istnym okazem zdrowia, pomijając moje pory spania oczywiscie, jednak ledwo wróciłam do szkoły a już zaczeło się to zmieniać.
Nie minął tydzień, a ja zaczęłam się źle czuć. Zdecydowanie nie symuluję, nie mam po co. Aktualnie jestem w tak czarnej dupie w szkole, że nie mogę sobie pozwolić na opuszczenie szkoły choćby na jeden dzień. Nie mniej jednak okazuję się, że wplyw szkoły na moje samopoczucie jest zdecydowanie negatywny. Chodze do szkoły 2 dni i już dostaję gorączki... nie wysokiej co prawda, bo zaledwie 37, ale jednak zawsze coś, no i co najważniejsze... po 2ch dniach od powrotu do szkoły...Nic tylko się zastrzelić, albo olać to całe gówno.
Zdenerwowałam się dzisiaj, ponieważ okazuję się, że mam kolejną proponowana 1 na semestr. Nasza szkoła (nie wiem jak w innych) wprowadziła wybitnie nie idący mi na ręke system, polegający na tym, ze jeżeli osobnik nie ma zaliczonych więcej niż 50% prac klasowych, automatycznie ma 1 na semestr i ja, osoba mówiąca w miarę dobrze po angielsku, nie pisząca katastrofalnie, używająca poprawnie czasów ma 1 na semestr, a moja "koleżanka" z klasy, której wiedza na temat angielskiego jest równa 0, a jej wymowa polega na polskim czytaniu literek i składaniu je w słowo z ledwie wyczuwalnym angielskim akcentem, ma 4. Przykładem jej "zdolności" jest to, że słowo notebook czyta fonetycznie. Jako niezwykle uprzejma, sympatyczna i miła osoba, zawsze śmieję się z tej idiotki z Grażynką, moją przyjaciółką, jednak dołuje mnie fakt, że taki kawałek gowna może mieć lepszą ocene ode mnie z czegoś co ja umiem, a na temat czego ona nie ma zielonego pojęcia. Lecz nie o tym w zasadzie chciałam dzisiaj pisać. Dzisiejsza notka miała dotyczyć tego jak ciezkim orzechem do zgryzienia jest przeniesienie się do innej szkoły. To bolesne, że dookoła mnie ludzie wciąż mówią, że nie ma sensu przepisywac się w ostatniej klasie, że nie powinnam zmieniać szkoly, że będą tęsknić. Mówią to zarówno moi koledzy jak i nauczyciele. To przykre, bo tą garstkę osób szczerze lubiłam. Boli mnie, że większość nie zrobiła nic by mnie w tej szkole zatrzymać, a teraz prosi bym została/
Boli mnie to tym bardziej, że dbają bardziej o to, że im będzie gorzej beze mnie, niż, że mi jest cały czas źle. Zastanawiam się czy oni na prawdę myślą, że zostanę w tej szkole. Nie mają pojęcia, że ja spacerując po korytarzu wyobrazam sobie, że już chodzę do innej szkoły, że w końcu pozbędę się swojego najgorszego strapienia...
Kończę ten wpis gdyż zupełnie już nie patrzę na klawiaturę.
a tutaj macie jeszcze zdjęcie czaderskiej kuszy mojego autostwa
Edit: Przepraszam, że tak cięzko się czyta ten post, ale weźcie pod uwagę, że obudziłam się na klawiaturze nawet nie uploadując tej notki, bo zasnęłam zanim zdążyłam to zrobić xD


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz