wtorek, 20 maja 2014

Po co snuć marzenia, jak można czekać na ich spełnienie?


Powrót do szkoły zdecydowanie nie jest moją mocną stroną, powoduje ona u mnie zdecydowanie depersyjne uczucia... Dziś definitywnie stwierdziłam, że na szkołe mam alergię. Ostatni miesiąc byłam istnym okazem zdrowia, pomijając moje pory spania oczywiscie, jednak ledwo wróciłam do szkoły a już zaczeło się to zmieniać.
Nie minął tydzień, a ja zaczęłam się źle czuć. Zdecydowanie nie symuluję, nie mam po co. Aktualnie jestem w tak czarnej dupie w szkole, że nie mogę sobie pozwolić na opuszczenie szkoły choćby na jeden dzień. Nie mniej jednak okazuję się, że wplyw szkoły na moje samopoczucie jest zdecydowanie negatywny. Chodze do szkoły 2 dni i już dostaję gorączki... nie wysokiej co prawda, bo zaledwie 37, ale jednak zawsze coś, no i co najważniejsze... po 2ch dniach od powrotu do szkoły...
Nic tylko się zastrzelić, albo olać to całe gówno.
Zdenerwowałam się dzisiaj, ponieważ okazuję się, że mam kolejną proponowana 1 na semestr. Nasza szkoła (nie wiem jak w innych) wprowadziła wybitnie nie idący mi na ręke system, polegający na tym, ze jeżeli osobnik nie ma zaliczonych więcej niż 50% prac klasowych, automatycznie ma 1 na semestr i ja, osoba mówiąca w miarę dobrze po angielsku, nie pisząca katastrofalnie, używająca poprawnie czasów ma 1 na semestr, a moja "koleżanka" z klasy, której wiedza na temat angielskiego jest równa 0, a jej wymowa polega na polskim czytaniu literek i składaniu je w słowo z ledwie wyczuwalnym angielskim akcentem, ma 4. Przykładem jej "zdolności" jest to, że słowo notebook czyta fonetycznie. Jako niezwykle uprzejma, sympatyczna i miła osoba, zawsze śmieję się z tej idiotki z Grażynką, moją przyjaciółką, jednak dołuje mnie fakt, że taki kawałek gowna może mieć lepszą ocene ode mnie z czegoś co ja umiem, a na temat czego ona nie ma zielonego pojęcia. Lecz nie o tym w zasadzie chciałam dzisiaj pisać. Dzisiejsza notka miała dotyczyć tego jak ciezkim orzechem do zgryzienia jest przeniesienie się do innej szkoły. To bolesne, że dookoła mnie ludzie wciąż mówią, że nie ma sensu przepisywac się w ostatniej klasie, że nie powinnam zmieniać szkoly, że będą tęsknić. Mówią to zarówno moi koledzy jak i nauczyciele. To przykre, bo tą garstkę osób szczerze lubiłam. Boli mnie, że większość nie zrobiła nic by mnie w tej szkole zatrzymać, a teraz prosi bym została/
Boli mnie to tym bardziej, że dbają bardziej o to, że im będzie gorzej beze mnie, niż, że mi jest cały czas źle. Zastanawiam się czy oni  na prawdę myślą, że zostanę w tej szkole. Nie mają pojęcia, że ja spacerując po korytarzu wyobrazam sobie, że już chodzę do innej szkoły, że w końcu pozbędę się swojego najgorszego strapienia...
Kończę ten wpis gdyż zupełnie już nie patrzę na klawiaturę.
a tutaj macie jeszcze zdjęcie czaderskiej kuszy mojego autostwa

Edit: Przepraszam, że tak cięzko się czyta ten post, ale weźcie pod uwagę, że obudziłam się na klawiaturze nawet nie uploadując tej notki, bo zasnęłam zanim zdążyłam to zrobić xD

poniedziałek, 19 maja 2014

i znowu szkoła



Po miesiącu praktyk, przez które zasadzie nie robiłam zupełnie nic, rzecz jasna czekał mnie powrót do szkoły. Nie cieszyło mnie to i dzień oczywiście mnie nie zawiódł, spełnił moje oczekiwania i był wybitnie chujowym. Nie dość, że tak jak się spodziewałam reakcja na moją nową grzywkę była zdecydowanie nie przychylna, tak, oczywiście, że zwisa mi zdanie i opinia neandertalczyków, jednak usłyszenie, że jest sie potworem nie jest najprzyjemniejszą rzeczą na świecie, to jeszcze było okropnie nudno. W szkole zawsze jest nudno, zawsze chce mi sie spać, zawsze jestem wkurzona, że tam jestem. To wszystko potęgowała wizja wspomnienia ubiegłego miesiąca laby. Istny koszmar.
Gdyby to było tak, że nie lubię szkoły, bo po prostu mi nie odpowiada sam fakt istnienia szkoły, oczywiście, nie mówię, że tak nie jest, ale do tego wszystkiego chodzi o tą konretną placówkę. Nienawidzę Pruszkowa. Jest tu co prawda część osób, za którą przepadam i jest garstka, którą kocham, ale mimo wszystko. Istnienie tych ludzi nie potrafi wynagrodzić mi tego jak Pruszków jest okropnym miejscem.
Dla mnie definicją Pruszkowa jest zdanie "Pruszków - robotnicze miasto, w którym ludzie pracują, żeby móc się rozmnażać, żeby tworzyć nowych robotników do pracy". Nienawidzę tego miejsca, z szarymi ulicami, domami, sklepami, a co gorsza ludźmi. Tutaj nawet dzieci są przesiąknięte esencją pruszkowską zalewającą ich organizm niczym nikotyna, wyniszczając i przywiązując do tego miejsca. Pozbawiając ambicji i marzeń.
Koniec tego wpisu bo pisać o mojej nienawiści do szkoly mogłabym długo. Za długo.
Jedynym w zasadzie plusem dzisiejszego dnia jest to, że przefarbowałam włosy, nie wyszło mi to co prawda do końca tak jak bym chciała, ale efekt jest zadowalajcy. Szczerze powiedziawszy boje się go poprawic bo mam obawy czy kolor w końcu nie wyjdzie za ciemny. Chciałam kolor morski, czyli na język facetów: niebieski zmieszany z zielonym. Teoretycznie mi wyszło, jednak mam kilka jakby ciemniejszych plam, które psują efekt... nie mam pomysłu jak to naprawić :/
Żegnam wszystkich i zapraszam do przeczytania pozostałych wpisów.

środa, 14 maja 2014

Boże co się stało?! Neko Miko nie narzeka na cały świat?


Z góry mówię, że nie mam żadnej bety, a z moją ortografią nie jest jakoś wybitnie super. Na tym komputerku niestety mam windowsa po angielsku i podkreśla mi wszystkie słowa, więc jak palnę jakiś błąd, to mnie nie zabijajcie :P
Dzisiaj pojechałam do Zajączka, czyli technikum w Warszawie, do którego chcialabym pójść. Po drodzę wstąpiłam jeszcze do zjebanej szkoły, do której chodzę po jeden dokumencik, a następnie już prosto na Warszawa Śródmieśnie. W trakcie drogi pociągiem poznałam Pana Konduktora i Pana Kontrolera, którzy okazali się bardzo sympatycznymi osobnikami, z którymi przegadałam większość trasy. Okazało się, że po pierwsze, konduktorzy wcale nie prowadzą pociągów i to nie oni sprawdzają bilety, nie oni też je sprzedają, nie oni również są od zawiadamiania, że pociąg xxx gotów do odjazdu. Konduktorzy sa od pilnowania kontrolerów, przynajmniej to wynikałoby z rozmowy, którą z nimi przeprowadziłam. Pociąg prowadzi maszynista, a pozostałe cznności wymienione przeze mnie wykonuje kontroler. Dowiedziałam się również, że Pan Konduktor gra w World of Tanks, chociaż szczerze powiedziawszy osobiście nigdy nie odnajdę sensu w chęci bycia czołgiem, bo przecież w czołg własnie wcielamy się grając w tą grę. Dodatkowo dowiedziałam się, że gdy kontroler mówi do swojego radyjka, że pociąg xxxx gotów do odjazdu to słyszą to wszystkie inne pociągi na trasie, a numerek, który podaje kontroler to imię pociągu. Jednak myślę, że koniec z kominikacją miejską i wróćmy do moich przeżyć dzisiejszego dnia. Po tym jak dotarłam do Warszawy, poszłam na patelgnie, gdzie zadzwoniłam do Tomka, który nie odbierał i nie odbierał. Gdy w koncu odebrał powiedział mi, żebym wsiadła do metra i pojechała 3 stacje. Powiedziałam mu, że nie wiem gdzie jest metro i na 100% się zgubię i żeby po mnie przyjechał. Oczywiście był to kit na wodę, bo byłam dosłownie 20 metrów od zejścia do metra, jednak nie chciałam jechać sama. I wiecie co? Dobrze zrobiłam, bo czekając na Tomka spodkałam Grzesika, którego wysmarowałam moja cudowną szminką w kolorze ostrego różu, wysmarowałam mu policzek i słuchawki, ponieważ gdy szedł z założonymi słuchawkami zupełnie mnie nie usłyszał, w związku z tym po prostu na niego wskoczyłam! Tak jak raczej preferuję chudych facetów, tak ci umięśnieni mają o tyle +, że mają na tyle dużo siły by złapać mnie z rozpędu zupełnie nie spodziewając się, że na nich wskoczę. Pogadałam chwile z Grzesikiem, dałam mu lusterko by zmył moją cudowną szminkę z policzka i Grzesik się zmył. Niedługo po tym pojawił się Tomek. Pojechaliśmy metrem do stacji Dworzec Gdański i poszliśmy do szkoły, która była tuż obok. Kurde świetny dojazd jest do tej szkoły, trzeba to przyznać i całośc nie zajmuje dużo dłużej niż trasa do Pruszkowa, który przecież jest bliżej niż Warszawa. Poszłam z nim do szkoły, trochę się rozejżałam. Mają szafki, to jest super +. Pogadałam z Panią Dyrektor, dowiedziałam się, że mnie przyjmą, tylko muszę zdac i, że mój kolor włosów nie stanowi problemu. Wróciliśmy, a po drodze poznałam jeszcze przesympatyczną Agatę. Różowowłosą pięknośc, która siedziała sobię grzecznie na murku, gdy do niej podeszłam. Pogadaliśmy chwilę we 3jkę, dodałyśmy się na fejsiku i mam nowa koleżankę i super! Potem wróciłam do domu, tak podekscytowana dniem, że mama myślała, że coś brałam, w żartach rzecz jasna. W ogóle to była ze mnie dumna, że chyba pierwszy raz w życiu zrobiłam wszystko co zrobić miałam. Lubię kiedy mnie chwali, niestety robi to sporadycznie :/ ale trudno się dziwić gdy ma się takiego wkurzającego głąba za córke.
Dobra, wyszła z tego strasznie długa historia, dlatego też uważam, że należałoby ja kończyć. Btw gralam w bubblecośtam. HAJSOWNICY WYGRALI! :D

P.S. na zdjęciu moja zajebista piżamka, w której skład wchodzi koszulka mojego taty, która sięga mi prawie do kolan.
DOBRANOC :D

niedziela, 11 maja 2014

Smutno i nudno


Są czasem takie chwile kiedy zupełnie nie mam co robić, w takich chwilach myślę o tym, że powinnam uczyć się matmy (nieustanny motyw tego bloga, ale cóż, takie życie), lub robić coś pożytecznego. Niestety nie przychodzi mi za wiele rzeczy, które mogłabym robić o godzinie 23:08, to przykre bo szczerze to bardzo się nudzę. Nie wiem czemu, ale zawsze jak się nudzę to zaczynam więcej myśleć, a to wprawia mnie w ponury nastrój, którego dodatkowo trudno się pozbyć i uniemożliwia mi praktycznie pozbycie się nudy, która jest przyczyną całego smutku. Teoretycznie mogłabym iść spać, ale nie pójdę spać ponieważ mi się to nie opłaca bo wiem, że w ten sposób nie wstanę na jutro do szkoły. Generalnie wszystko razem w efekcie składa się na bardzo nieprzyjemną całość :/
Wszystko byłoby prostsze gdybym bardziej dogadywała się z ludźmi, ale co poradzić, że z ludźmi się nie lubię, powinnam być chyba trochę milsza i weselsza, ale co poradzić na to, że szukam ludzi do pocieszenia siebie samej i jestem wtedy raczej smutna. Koło się zamyka

Życzę wszystkim miłego wieczoru

Dieta


Muszę przyznać, że odchudzanie ma wiele, bardzo wiele aspektów, zarówno negatywnych jak i pozytywnych. Najprzyjemniejsze jest gdy podchodzisz do wagi i widzisz, że zniknęło kolejne pół kilograma, uczucie jak z bajki. Jednak znacznie gorzej jest gdy jednego dnia koleżanka ma 18 i się człowiek nawpierdala zielonego spaghetti (makaron+szpinak). Nic nie mogłam poradzić, wyglądało tak apetycznie, a smakowało jeszcze o  niebo lepiej . A następnego dnia jeszcze rodzinka zorganizuje sobie grilla. Szczerze? Jest mi smutno, czuję się winna o uczucie pełności w moim brzuchu, czuję, że zrobiłam coś złego i czuję najzwyklejszy smutek z myślą, że moje głupie zachowanie oddali mnie od wizji drobnej figury. Bałam się popatrzeć przez to na wagę. Nadal się boję. Tylko 2 dni większego jedzenia i to też nie duzo, a czuję się jak jakiś  FatMonster... koszmar, chce mi się płakać tylko dlatego, że zjadłam więcej niż chciałam i co gorsza więcej niż potrzebowałam. Bo to charakterystyczne uczucie pełności jest w pewien sposób jednoznaczne, kojarzące się z przepełnieniem, napchaniem i grubymi ludźmi...
Jutro nie powinnam nic jeść, chociażby za karę.

Pozdrawiam wszystkich, którzy nie mają takich problemów i z całego serca zazdroszczę.

Btw. Gryźka, jamnik, o którym pisałam 2 wpisy temu, zdechł wczoraj rano, nie przejęłam się specjalnie, bo śmierć kogoś za kim się średnio przepada jest jak śmierć zupełnie obcej osoby, nie czuje się nic poza samą śmiercią. Nie mniej szkoda mi było mojej rodzinki, bo wiem, że na 100% mama, babcia i siostra bardzo Gryźkę kochały i współczucię kieruję bardziej w ich kierunku niż w kierunku martwego psa, który i tak był stary, chory i zmęczony. Kończąc tą dygresję, dodam tylko, że zdecydowanie miała ona bardzo szczęśliwe życie i że czuła, że jest członkiem rodziny.

czwartek, 8 maja 2014

Czwartkowe wieczory



I znów wieczorna notka, apropo dzisiejszego dnia. Stwierdzam, że w czwartkowe wieczory (mam na myśli swoje wieczory - 2/3 rano) są bardzo samotne. Ciężko znaleźć ogarniętych ludzi na tsie, gdzie nikt nie wyzywa Cię bez żadnych konkretnych powodów. Tak czy siak, postanowiłam sobie, że pójdę dopiero jak dopije piwo, a problem polega na tym, że strasznie słabo wchodzi i dupcia, bo ani pogadać, ani nic i tylko siąpie sobie to piwko na tinychacie z ludźmi z tsa bachu... o ile tego nie pisze się przez samo h, ale rybka mi to w zasadzie. Tak czy siak, powinnam iść spać jakąś przynajmniej godzinę temu, ale niestety jeszcze nie jestem wystarczająco śpiąca. Znaczy jestem, bo od piwa zazwyczaj chce mi się spać, nie mniej jednak szkoda mi pół piwa wylać to siedzę, aż go nie wypiję. Btw, jak ktoś zgadnie jakie piwo jest na animacji dostaje ode mnie buziaka!

A tak z innej beczki, dzisiaj wydarzyła się mega straszna rzecz, a mianowicie moja młodsza siostra przeszyła sobie palec maszyną do szycia NA WYLOT. Ale nie piszę nic więcej, bo prawdopodobnie nagram z nią na ten temat vloga i tam więcej się dowiecie :D
Tak czy siak, dopijam piwo i spadam spać, w końcu na 14 umówiłam się w Warszawie, a jeszcze trzeba pokój do końca ogarnąć!

Życzę wszystkim miłej nocy/dnia i do następnego wpisu :)

środa, 7 maja 2014

Oszukać samą siebie? Proszę bardzo



No więc na 2ch postach pisałam o tym zaliczeniu sprawdzianu z matmy, który miał być dzisiaj. Oczywiście jak się obudziłam stwierdziłam, że pierdolę i nigdzie nie idę i poszłam spać dalej. Stwierdziłam, że trudno, że przyjdę w poniedziałek, że bedzie lepiej, dobrzej i w ogóle i, że może się pouczę. Wymyśliłam też, że w razie, jakby rodzice pytali czemu nie poszłam na to koszmarne zaliczenie, to powiem, że dzisiaj nie było Pani. K. nauczycielki matematyki. Plan świetny, wszystko cacy. Gdyby nie fakt, że to moje "jutro" okazało się środą, a zaliczeniem mam w czwartek, czyli dzisiaj (biorąc pod uwagę, że jest godzina 1.20). Nie mniej postanowiłam, że skoro plan był tak iście genialny to nie należy go porzucać. Jutro Dzisiaj zostaję w domu, ot co! Będę sprzątać mój zabałaganiony pokój, myć podłogi, odkurzać i w ogóle wszystko, a to dla tego, że mama to sobie wymyśliła na piątek. A fuj! W piątek mam plany, jeśli myśli, że ja takimi pierdołami jak sprzątanie będę się zajmowała w piątek, to się gruuubo myli. A teraz standardowo pod koniec notki odejdę od tematu, bo mogę. Ugryzł mnie pies, wielki, silny, ogromny, drapieżny, krwiożerczy york miniaturka o imieniu Furia... Stało się to gdy stanęłam w obronie mojego starego jak świat jamnika Gryzi. Tak się składa, że bardzo jej nie lubię. Nie lubię jamników generalnie i z natury, jednak w tym przypadku musiałam ją obronić, bo bądź co bądź psinka jest stara i schorowana, a zaatakowała ją mała bestyja. Furia rzuciła się na Gryźkę, z zupełnie nieznanych mi przyczyn, chociaż podejrzewam 2.
1. stwierdziła, że Gryzia nie będzie piła wody i, że ona teraz będzie pić wodę  (często je/pije tylko po to by Gryźka nie mogła)
2. poczuła zapach obiadu, który akurat w rękach trzymała moja babcia i pomyślała, że jeszcze przez przypadek Gryźka coś dostanie
Z jakiego by powodu to nie było, jamnik został zaatakowany przez 16 lat młodszą od siebie bestię. Ja jako człowiek chciałam je uspokoić, albo chociaż wspomóc starowinkę, która już ledwo chodzi. Gdy Furia rzuciła się na jamnicze uszy, włożyłam jej rękę w pyszczek, żeby nie mogła zacisnąć swoich zębowych igiełek, na Gryzim uchu. Nie wzięłam tylko pod uwagę jednej rzeczy (i to chyba dobrze, bo Gryźka mogłaby ucho stracić), a mianowicie, że zęby tego potwora mogą być takie ostre. Wpięła się w skóre na moim palcu wskazującym prawej ręki jak w szynkę. Bolało, owszem, ale przynajmniej uratowałam tego śmierdziela, znaczy, jamnika w sensie. Jak to mówią, "pamiętaj, że każdy twój dobry uczynek zostanie podwójnie ukarany". Bolało... ale to NIC w porównaniu jak boli teraz. Ranę przemyłam żubrówką, bo chyba kogoś pogięło, że ja będę spirytusu szukać ja mi sie z palca krew leje, jednak nie wiem czy to przemycie było wystarczające. Palec mnie po kilku godzinach bardzo boli, cały czas pulsuje, zmienił kolor na malinowy i dodatkowo spuchł. Prawie pisać nie mogę! (Co oczywiście widać, po długości tego wpisu hehe)
Uh, idę spać, mam nadzieję, że do wesela, a jeszcze lepiej do rana, się zagoi. Dobranoc wszystkim nocnym markom i dzieńdobry wszystkim, którzy już wstali. Narazie

P.S. piszcie komentarze, bo strasznie tu coś pusto na tym blogu