niedziela, 8 czerwca 2014

Najdziwniejszy sen mojego życia



Witam moich kochanych czytelników w nowym wpisie. Słowem wstępu chciałabym przeprosić za tak żadko pojawiające się wpisy (nie wspominając już o braku filmików na youtubie). Jest to spowodowane tym, że cały czas się uczę, bo jestem leniem patentowanym, który opierdzielał się caluteńki rok i chce poprawić wszystko na ostatnią chwilę. Mam 4 zagrozenia, pozdrawiam.
Strasznie się stresuję wizją niezdania przez co gorzej śpię... i więcej. Efektem tego są dziwne sny, które mi się śnią. Ja generalnie raczej nie miewam snów, natomiast jak już mam to są naprawdę pojebane!
Dzisiaj śnił mi się sen, który przebija poprzednie dziwne sny na glowe. Poprzedni zwycięzcy to sen, o tym jak zostałam czarownicą i uratowałam dzieci od Baby-Jagi, z kredkowego domu (cały sen był zachowany w klimacie starych amerykańskich horrorów), a 2gi z moich najdziwniejszych snów to sen o epidemii zielonej choroby, której źrodło znajdowało się w torebce z tesco napełnionej mocą, dryfującej w jakimś wybitnie zaśmieconym porcie, wśród niesamowitej ilości glonów. Zielona choroba polegała na tym, że ludzie zamieniali się w zielonych ludzi i zaczynali zachowywać się jak zombie. Całość zachowywała klimat gry dead island, czy jakiej kolwiek innej o zombie. Ciekawym akcentem snu o zielonych ludziach była starsza Pani, będąca po 2giej stronie rzeki, pilnowana przez wielką anakonde... pamiętam, że to ona kazała mi szukać torebki mocy, a potem powiedziała w języku węży, anakondzie, by ją zjadła, ponieważ ten kto zostanie zarażony zieloną chorobą nie pójdzie do nieba i wolała zostać zjedzona. Ale dość o tych, wcale nie dziwnych snach w porównaniu do mojego dzisiejszego snu o piratach!
No więc sen o piratach zaczynał się w sali odkryć w szkole magii. było tam kilka tarcz informacyjnych na temat zawartych w gablotkach rekwizytów. Jak to w śnie, nie pamiętam wszystkich tarcz, jednak pierwsza wiem, że zawierała informacje o eliksirze, który podnosił różne statystyki, niczym z gier rpg. Na następnej tarczy były informacje o jakimś zaklęciu, a na 6stej, zakurzonej i zapomnianej tarczy... było smocze słowa z drogi głosu.... tak bardzo skyrim, ale nie wazne. Słowa oznaczały statek i ryż... Nie pytajcie mnie czemu, to mój mózg to wymyślił, mnie wtedy nie było! W każdym razie astanawiałam się jakie te słowa mogą mieć zastosowanie i nagle znalazłam się na statku pirackim, który walczył z innymi piratami o terytorium. Krzyknęłam w smoczym języku "statek", 'ryż' i statek naszych rywali się rozwalił. Ale jako głupia ja, krzyknęłam też w stronę swojego statka.... Na szczeście, gdy krzyknęło się te słowa w strone zniszczonego statka, to zaczynal się składać, ale nie wiem czemu tak czy siak wróciliśmy wpław. W trakcie naszego płynięcia, jeden z moich przyjaciół piratów nagle wyciągnął jajka jakichś stworzeń. Były zupełnie przeźroczyste, a w środku w przeźroczystym płynie rosły sobie małe embriony... Były to chyba jakieś smoki morskie, ten mój przyjaciel wrzucił je do wody i wszystkie rybki od nich odpływały. Powiedział, że musiał nas jakoś ubezpieczyć, bo nas gonią. Rzecz jasna mimo, że nie zobaczyłam co właściwie nas goni to jak to w snach świetnie zdawałam sobie z tego sprawe, a goniły nas zmutowane syreny. Syreny te były tak jakby połączeniem człowieka z rekinem i grecką meduzą. Też miały fryzure z węży, a buźke tak nafaszerowaną zębami, że rekin to mógł im chyba pozazdrościć. Tak czy siak płyneliśmy do brzegu, wtedy okazało się, że wszyscy jesteśmy zupelnie nadzy, a co dziwniejsze, że jestem facetem.... Mój przyjaciel, ten którzy wrzucał jajka smoków do wody poprosił mnie bym zlokalizowła dla niego jakiekolwiek rękawiczki i skarpetki, bo nie może pokazać ich ludziom. Poszłam więc do karczmy porozmawiać z kobietą z brodą. Byłam nago i przechodząc przez uliczki trzymałam ręce na swoim kroczu by nikt nie zobaczył mojego penisa (WTF?!) jednak gdy doszłam do karczmy byłam w niebieskiej sukience w drobne kwiatuszki, jakiś koleś puścił do mnie oko w karczmie więc pokazałam mu najpierw fucka, a potem zadarłam sukienke do góry tak by zobaczył mojego siusiaka. Poszłam do karczmiarki, jednak nie miała mi nic do zaproponowania. Wtedy przypomniało mi się, że chodząc po czyichś domach mogę znaleźć różne rzeczy w ich szafach... przypomniało mi się to w bardzo skyrimowym stylu. Poszłam szukać rękawiczek i skarpetek dla mojgo przyjaciela, trafiłam na jakiś bazar, było tam dużo peruk, ja rozglądałam się za peruką przypominającą włosy sony, bo chciałabym zrobić jej cosplay (to akurat naprawdę, jednak nie stać mnie na peruke), jednak wszystkie w miare pasujące włosy były albo w beznadziejnej jakości, albo złej długości. Zainteresowała mnie natomiast peruka z kocimi uszkami tak jakby zrobionymi z włosów, przymierzyłam taką w kolorze różowym, wygląło to fajnie, bo w śnie miałam białe długie włosy, a peruka nie zasłaniała ich tylko jakby tworzyła na nich pasemka, dodatkowo te uszka wygądały słodko... Później stało się coś okropnego...

obudziłam się i tym przebudzeniem zakończę wpis, niestety ani Wy ani ja nie dowiemy się raczej nigdy jak skończyła się walka ze zmutowanymi syrenkami czy poszukiwanie rękawiczek. Nie dowiemy się również czy wróciłam potem do szkoły magii.
Narazie, trzymajcie kciuki, że zalicze w poniedziałek matme

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz